Niezmiennie widzę jak za kobiecymi ramionami skrywają się skrzydła. Na pierwszy rzut oka, niewidoczne. W najprzeróżniejszych kształtach i rozmiarach. A w nich schowana moc. Sięgania wyżej. Dokonywania niemożliwego. Poruszania się w świecie w jedyny w swoim rodzaju sposób.
I czuję smutek, kiedy widzę Ciebie, jak zapominasz o nich. Jak zamiast lekkości, luzu i miękkości, poczuć możesz jedynie ból w barku, sztywność ramion, czy ciężar. Czasem kuląc się, zamykasz klatkę piersiową tak, że przyczepy skrzydeł nadwyrężone, przywierają jakby mocniej. Bojąc się, że je zgubisz. A Ty zamiast lekkości, z jaką możesz się dzięki nim poruszać, czujesz jedynie ból. Który woła w Tobie o masaż, dotyk, bliskość.
Widzę Ciebie też wtedy, kiedy patrzysz na swoje skrzydła z rozczarowaniem. Że nie są takie, jak byś chciała. Że może za małe. Może nie tak sprawne. Może nie tak spektakularne. Kiedy trudno Ci dostrzec, że są dokładnie takie, jakich właśnie Ty potrzebujesz. Że mają wiele do zaoferowania. I czekają tylko, aż odkryjesz ich skrojoną na Twoją miarę wyjątkowość.
Czego potrzebują Twoje skrzydła dzisiaj? Byś mogła je pewnego dnia zacząć rozpościerać na swoją szerokość.
Może najpierw delikatnego zdjęcia pancerza, pod którym były schowane przez wiele lat?
Może nieoceniania ich niezgrabnych początkowo ruchów, kiedy zaczynasz po nie świadomie sięgać?
Może cierpliwości, kiedy w stworzonych z Twojego wyboru warunkach, mogą zacząć dorastać?
Może otwartości na próbowanie i doświadczanie, jak to jest być z nimi, byś potem mogła po nie sięgać tak, jak tego potrzebujesz i kiedy tylko zapragniesz?
To język metafory. Który zrozumiesz dokładnie tak, jak tego dzisiaj potrzebujesz. Wtedy będziesz mogła zaprosić swój świadomy umysł. By ten pomógł Ci przełożyć to na język słów. Na Twoją logikę. Na konkret. Na to, co w Tobie teraz chce się wydarzyć. Na Twój kolejny, świadomie wybrany krok.
Z miłością,
Marta