Z jednej z sesji.
Kobieta siedzi w swoim życiu
coraz pewniej.
Nie dlatego, że wszystko wie.
Nie dlatego, że wszystko jest poukładane.
Tylko dlatego, że
nauczyła się zatrzymywać
i sprawdzać, co w niej jest prawdą.
Nie ciągnie.
Nie ciśnie.
Nie trzyma się na siłę.
Coraz częściej działa z miejsca,
które nie potrzebuje uzasadnienia.
Z ciała.
Z instynktu.
Z cichego „tak” w sobie.
W centrum tego procesu
pojawił się obraz:
kompas trzymany na wysokości serca.
Nie pokazuje drogi innym.
Nie wskazuje kierunku światu.
Pomaga nie zgubić siebie.
Z drogi 
Marta